• Polish
  • English
  • German formal - Sie
  • Français
  • Magyar
  • Türkçe
  • Russian
  • Hrvatski
  • Spanish  - Espańol Formal Neutro Usted
  • Italian
  • Rumunia
  • Japanese
  • Czech
  • Lithuanian
  • Finnish
  • Arabic
  • Hebrew
  • Slovak
  • Bulgarian
  • Macedonian
  • Nederlands
  • Latvian
  • Danish
  • Maltese
  • Catalan
  • Ukrainian
  • Chinese
  • Swedish
  • Colombia
  • Österreich
  • Mexihco
  • USA
  • Australia
  • Indie
  • Bosna i Hercegovina
  • Luxemburg
Masz autograf, masz skarb (Interia, 21.04.2007)
InteriaMasz autograf, masz skarb (Interia, 21.04.2007)Zbieranie podpisów. Kojarzy się z hobby nastoletnich fanów. Tymczasem na fotografii z dedykacją od Grace Kelly czy czeku z "parafką" Charlesa Dickensa można naprawdę dobrze zarobić.

Ten, kto dziewięć lat temu zainwestował 125 funtów w autograf Paula McCartneya, dzisiaj może sobie pogratulować niezłego nosa do interesów. Wartość podpisu eksbitelsa wzrosła przez ten czas o 1020 proc. (do 1250 funtów)! Powody do radości mają także posiadacze autografów Andy'ego Warhola i George'a Harrisona, które od 1997 r. podrożały aż dziewięciokrotnie (obydwa można kupić po 1750 funtów). Lokowanie oszczędności w podpisy tzw. celebrities okazało się w ostatnich latach jedną z najbardziej udanych inwestycji. Pod warunkiem, że się wie, kto na tym rynku jest naprawdę na topie.

Angielski dom aukcyjny Stanley Gibbons od roku 1997 analizuje wartość 100 najbardziej poszukiwanych na świecie autografów. Fraser's 100 Autograph Indeks to najważniejszy punkt odniesienia dla ludzi, którzy zdjęć z podpisami gwiazd nie wieszają na ścianach, tylko zamykają w sejfach. Ceny tych pamiątek systematycznie rosną: w latach 1997 - 2006 indeks skoczył o 228 procent. Inwestycja w autografy pozwoliła więc na osiągnięcie średniorocznej stopy wzrostu w wysokości 25 procent.

Największym popytem obecnie cieszy się zespół The Beatles. Za czarno-białe zdjęcie z podpisami wszystkich członków grupy trzeba zapłacić prawie 20 tys. funtów. Wysoko wycenia się kosmonautów z misji Apollo 11 (9 tys. funtów), Bruce?a Lee (8 tys. funtów), księżnę Dianę (7,5 tys. funtów) czy Winstona Churchilla (7 tys. funtów).

W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych autografy dawno już przestały być traktowane jedynie jako hobby nastolatków, a doradcy banków inwestycyjnych uważają je za jedną z najbardziej rokujących inwestycji alternatywnych.

- W Polsce nie ma jeszcze tak rozumianego rynku - mówi Adam Chełstowski, dyrektor Galerii Marszałkowska DESA Unicum.
- Podpisy gwiazd nie trafiają na aukcje, nie otrzymujemy także zapytań na ten temat od potencjalnych klientów. Prawdopodobnie wraz z rozwojem świadomości, zainteresowań i zamożności kolekcjonerów, to się zmieni. Segment autografów wykształci się, kiedy rynek aukcyjny w pełni dojrzeje. Na razie jednak jest na to za wcześnie.

Nie ma wątpliwości, że w niedalekiej przyszłości podpisami naszych "znanych i lubianych", teraz pożądanymi jedynie przez ich wielbicieli, zainteresują się również inwestorzy. Autografy to pojemna kategoria, do której - obok zdjęć i fotosów - zalicza się podpisane odręcznie listy, dokumenty, manuskrypty, memorabilia czy książki. Liczba kolekcjonerów tych ostatnich już się gwałtownie w Polsce zwiększyła.

- Poszukiwane są zwłaszcza książki polskich pisarzy i poetów, z rozbudowanymi dedykacjami lub wpisami własności - mówi Andrzej Osełko, właściciel warszawskiego antykwariatu Lamus.
I dodaje, że wpis odautorski potrafi nawet sześciokrotnie zwiększyć wartość sprzedawanego egzemplarza. Kilka miesięcy temu na aukcji w Lamusie "Dolina Issy" (Paryż, 1980 r.) z autografem Czesława Miłosza została wystawiona za 80 zł, a poszła za pięć razy więcej. Podpisany przez noblistę "Poemat o czasie zastygłym" (Wilno, 1933 r.) wylicytowano jeszcze wyżej, gdyż z 600 zł na 3800 złotych. Regularnie na aukcje trafiają stare rękopisy i dokumenty. Jak ocenia Adam Chełstowski, list z podpisem króla Jana III Sobieskiego może osiągnąć cenę nawet 6 - 8 tys. złotych.

Od czego zależy wartość autografu? Marek Wysoczyński, dyrektor gdańskiego Biura Promocji Kultury i właściciel prawie 10 tys. podpisów znanych osobistości, wyjaśnia, że trudno ją oszacować z marszu.

- Nie ma jednoznacznych kryteriów, na których można by się oprzeć podczas rozważania takiej inwestycji - zastrzega.
Tłumaczy, że i tu obowiązują twarde reguły podaży i popytu: wartość podpisu rośnie odwrotnie proporcjonalnie do możliwości jego zdobycia. Stąd tak cenione są chociażby autografy nieżyjących legend popkultury (jak Marilyn Monroe czy Elvis Presley), podpisy niektórych koronowanych głów czy konkretne kolekcje tematyczne, na przykład XIX-wiecznych kompozytorów muzyki poważnej czy zdobywców Nagrody Nobla.

- Komplet autografów wszystkich amerykańskich prezydentów wart jest nie mniej niż 200 tys. dol.- opowiada Marek Wysoczyński.
- To już nie cenna pamiątka, tylko zbiór papierów wartościowych. Decyzję o takim ulokowaniu oszczędności podejmuje się podobnie jak w przypadku wyboru funduszy czy akcji.

Sam jest wielkim pasjonatem, który nie traktuje swojej kolekcji komercyjnie. Nie ukrywa jednak, że z powodu rosnącego zainteresowania inwestorów tacy jak on mają coraz większe trudności ze zdobywaniem nowych podpisów. Wielcy tego świata dbają, by wartość ich autografów się nie zdewaluowała. Sekretariat Ronalda Reagana już po tym, gdy przestał on być prezydentem, ustalił na ich udzielanie roczny limit. Tak niewielki, że wyczerpywał się już w styczniu.

Tim Fraser, doradca inwestycyjny w Stanley Gibbons, ocenia, że gwiazdą, od której prawdopodobnie najtrudniej dostać autograf, jest Neil Armstrong. Dowódca misji Apollo 11 od lat uparcie odmawia składania swoich podpisów, co sprawia, że te już obecne na rynku osiągają zawrotne ceny. Podobną taktykę przyjął Pele. Ale np. autograf Tigera Woodsa należy do bardzo popularnych, więc jego wartość w ciągu ostatnich dziewięciu lat wzrosła tylko o 58 proc.
- można go kupić ?już? za 1500 funtów. Golfistą, podobnie jak wielu innymi gwiazdami sportu, opiekuje się agencja, która co roku wystawia na sprzedaż określoną liczbę jego autografów. Najwidoczniej wystarczająco dużą, aby zadowolić zarówno kolekcjonerów, jak i inwestorów. Joanna Machajska

Co piąty - prawdziwy

Według szacunków FBI, nawet 80 proc. krążących po światowym rynku autografów (w tym osób historycznych) może być sfałszowanych. Wynika to głównie z tego, że większość transakcji dokonywanych jest na internetowych aukcjach (typu e-Bay), podczas których możliwości stwierdzenia autentyczności podpisów są dość ograniczone.

Oto najbardziej popularne sposoby podrabiania autografów:
  • Przedrukowywanie. Przy zaawansowanej technice niewprawne oko nie jest w stanie odróżnić podpisu oryginalnego od jego kopii.
  • Faksymile. Pieczątka imitująca autograf osoby na wysokim stanowisku. Używana dziś w szkołach wyższych i urzędach państwowych.
  • Autopen. Urządzenie działające na zasadzie automatycznego pióra. Imituje ruch ręki. Używany przez polityków do podpisywania listów czy mniej istotnych dokumentów.
  • Proxy. Podpisy kopiowane z upoważnienia właściciela. W latach 30. i 40. w imieniu wielu gwiazd podpisywały się wyszkolone sekretarki. Korzystał z tego m.in. John F. Kennedy.


Najwięcej podpisów celebrities sprzedaje się i kupuje na aukcjach organizowanych przez internetowe galerie autografów. Ale nawet jeśli sprzedawca oferuje certyfikat autentyczności, eksperci zalecają ostrożność. Tym większą, im większa jest okazja. Jak mawia Joe Orlando, szef PSA/DNA Authentication Service: "Tam gdzie pojawia się chciwość, zawsze jest też oszustwo". Autografy nabywane z myślą o poważnej inwestycji najlepiej kupować na licytacjach renomowanych domów aukcyjnych (jak Sotheby's czy Christie's) lub w godnych zaufania firmach. Część z nich jest zrzeszona w międzynarodowej organizacji PADA - Professional Autograph Dealers Association.


Pora na kolekcję

Marek Wysoczyński, kolekcjoner

Jak stworzyć unikatową kolekcję?
Zbieranie autografów wymaga cierpliwości doświadczenia. Ale głównie czasu. Jeśli ktoś go nie ma, a bardzo chce wejść w posiadanie kolekcji podpisów, która w przyszłości może być coś warta, radziłbym zacząć od zajrzenia na strony internetowe fachowej prasy (np. "Autograph Times", "Autograph Collector Magazine"). Zbiór komercyjny tworzyłbym przede wszystkim w oparciu o własne zainteresowania albo zawód. Gdy ktoś jest wielbicielem dobrego koniaku i ma świetną orientację w branży alkoholowej, może zbierać podpisy członków najstarszych koniakowych rodów.

Z kolei prezesowi banku, przy okazji obowiązków zawodowych, będzie łatwiej zdobyć autografy wielkich finansistów. Taka kolekcja ma co najmniej dwie zalety. Nie ma wątpliwości co do jej autentyczności, a osobiście zdobyte podpisy to prawdziwa przyjemność i powód do dumy.

Na świecie prośba o złożenie autografu nikogo nie dziwi. Jest ogólnie przyjęte, że menedżer sponsorujący na przykład wielkie wydarzenie kulturalne, nie tylko siedzi w pierwszym rzędzie, ale potem ma też przywilej spotkania z gwiazdą. To chwila, za którą wielu kolekcjonerów autografów oddałoby bardzo wiele.

Tadeusz A. Mosz

Źródło:
Interia